[Fit-książka] „Z grubsza Wenus” A. Fryczkowska

Oszalałam na punkcie książek, które poruszają tematykę związaną z odchudzaniem i zdrowym stylem życia. Nie mam jednak na myśli poradników, które dają wskazówki, jak zrzucić zbędne kilogramy i uniknąć efektu jo-jo. Ostatnimi czasy poszukuję i zaczytuję się w powieściach, które przedstawiają losy puszystych bohaterek, walczących przede wszystkim ze swoją psychiką. Po świetnej „Lardżelce” przyszedł czas na równie dobrą „Z grubsza Wenus”.

„Z grubsza Wenus” to historia dwóch kobiet, Baśki i Janiny, których losy splatają się podczas turnusu odchudzającego. Na pozór dzieli je prawie wszystko – wiek, podejście do życia, podejście do tematu otyłości oraz poczucie humoru. Los potrafi być przewrotny i, jak się później okaże, łączy je znacznie więcej niż wspólny pokój hotelowy i walka z nadprogramowymi kilogramami.

Anna Fryczkowska zwraca uwagę na bardzo istotny problem. Otóż pokazuje, jak ogromny wpływ na nasze jedzeniowe nawyki mają rodzice oraz dziadkowie. Jako dzieci bierzemy przykład z naszych najbliższych. To oni pokazują nam, jak powinny wyglądać spożywane przez nas posiłki. To oni wpajają nam, co szkodzi, a co pomaga. To oni uczą nas, czasem nieświadomie, miłości albo antypatii do naszego ciała. Myślę, że czytając tę książkę uświadomimy sobie, że nasze wybory nie dotyczą tylko nas, ale i ludzi z którymi obcujemy. Dbałość o swój organizm, o swoje ciało rzutuje zarówno na przyszłość naszą, jak i naszego potomstwa.

Zdecydowanie mogłabym odnieść się do tego wątku. Od małego byłam grubaskiem. Wiem, że moi najbliżsi zawsze chcieli dla mnie dobrze, ale z tej miłości troszkę przedobrzali. Babcia zawsze gotowała dla mnie to, co lubię. Jadłam panierowane kotleciki, sosy, ziemniaczki z masełkiem, piłam słodkie kompoty. Barek zawsze pełen był słodyczy przeznaczonych „dla gości”. Mój ulubiony mebel w domu, który codziennie zaszczycałam swoją obecnością. Nie chciałam żeby rozleciał się pod wpływem ciężaru ciastek i cukierków więc sukcesywnie zmniejszałam ilość owych dobroci. To nic, że rodzice zakazywali. Zawsze znalazłam sposób, aby zrobić to tak, aby nie zauważyli. Na osiedlu mieliśmy też bar, „Mini Bar”, w którym sprzedawano pyszne zapiekanki, hamburgery po bardzo atrakcyjnych cenach. A, że dostawało się, co jakiś czas, złotówkę albo dwie, to człowiek, gdy zgłodniał (albo myślał, że zgłodniał), biegł po fast-fooda, który przyprawiał o dreszcze na całym ciele. Niebo w gębie.

Frytka do fryteczki, czekolada do czekoladki i z biegiem czasu fałdek na brzuchu i kilogramów przybywało. Wszyscy powtarzali: Karolinka urośnie, kilogramy znikną. Karolinka urosła, a wraz z nią urosły też wszystkie części ciała…

„Z grubsza Wenus” to nie tylko opowieść o kilogramowych problemach. To także albo raczej przede wszystkim, opowieść o miłości i mężczyznach. To opowieść o tym, jak wybór partnera życiowego wpływa na poczucie własnej wartości oraz jakość naszego życia. Bez wątpienia, książka ta obnaża brzydką prawdę o świecie damsko-męskim. W gonitwie za miłością bardzo łatwo stracić kontrolę nad własnym życiem oraz świadomość, co jest dla nas dobre. Wybór niewłaściwego mężczyzny, często „z braku laku”, niesie za sobą wiele negatywnych konsekwencji. Tęsknota za bliskością, zrozumieniem może nas zapędzić w kozi róg. Nie ma nic gorszego niż bycie z kimś, kto nas nie rozumie, kto wyśmiewa, sprawia, że czujemy się gorsi, niepotrzebni. Przemoc emocjonalne jest równie bolesna, jak przemoc fizyczna. Słowa mają ogromną moc i ranią ze zdwojoną siłą. Zgoda na życie w cieniu, prędzej czy później, odbije się na naszej psychice.

Historia bohaterek pokazuje, że nie warto tkwić u boku kogoś, kto nie chce być częścią naszego jestestwa, naszego życia. Bez względu na wiek, doświadczenie życiowe trzeba szukać szczęścia. Nadwaga nie może ograniczać nas uczuciowo ani sprawiać, że godzimy się na przeciętność, gorsze traktowanie. Wszyscy – bez względu na wygląd – zasługujemy na dobre życie.

„Z grubsza Wenus” to ironiczna, inteligenta, momentami zabawna i wzruszająca opowieść, którą zdecydowanie warto przeczytać. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Polecam i czekam na Wasze opinie ;)


Grubaska

2 myśli na temat “[Fit-książka] „Z grubsza Wenus” A. Fryczkowska

  1. W jedzeniu szczuplej talii ulatwi Ciz cwiczenie nazywane deska. Trening wykonywany koncem pewno Ciz doprowadzic troche wiecej sztuce niz biegi i ugiecia ramion. Wykonuj nauczanie na silnym podlozu. Zlóz sie na konca. Unies sie i wesprzyj ciezar ciala, tak aby chronily je jedynie lokiec i intensywnosc.

Dodaj komentarz