Jestem prosiaczkiem, walczącym prosiaczkiem!

Witajcie Chudzinki!

Dziś przybywam po to, aby Wam powiedzieć jedną, ale jakże istotną rzecz. Powiem Wam to bez owijania w bawełnę. Bez ściemy, bez płaczu. Ze wstydem, ale i odwagą w sercu. Ważę… 68 kg. Schudłam 2,8 kg, a to oznacza, że jeszcze w styczniu tego roku ważyłam 71,8 kg. Tak, zapuściłam się – mimo ćwiczeń, mimo diety, mimo wszystko – spasłam się, jak mały prosiaczek. Od maja 2015 roku do stycznia 2017 roku przytyłam… 10 kg.

Wiecie, co mnie wkurza, a raczej wkurwia najbardziej? To, że jestem aktywna fizycznie – biegałam, jak nie biegałam to chodziłam na siłownię, jak nie chodziłam na siłownię to ćwiczyłam w domu. To, że nie opycham się jedzeniem – raz na jakiś czas pozwalam sobie na chwileczkę zapomnienia i tyle. Nie żrę codziennie chipsów, lodów, czekolad, pizzy. Nie piję codziennie piwa i słodkich napojów. Nie obżeram się na noc. Gdyby nie fakt, że mam tendencję do tyci to nieustannie zajadałabym się słodkościami i fryciorami. Jednak jest jak, jest. Muszę uważać na to, co wkładam do buzi. Mimo starań, mimo nieustannej walki – moje ciało nie jest dla mnie łaskawe ani wyrozumiałe. Nie użalam się nad sobą. Próbuję tylko zrozumieć: GDZIE SIĘ PODZIAŁA SPRAWIEDLIWOŚĆ?! Człowiek wypruwa z siebie siódme poty, odmawia sobie tyle pyszności, a to i tak nic nie daje. Czasem mam ochotę rzucić to całe dietowanie w cholerę i wrócić do czasów, gdy ważyłam 110 kg. Dobra, żartuję. Aż tak to mi na mózg nie padło ;-).

Cóż, znów jestem prosiaczkiem, walczącym prosiaczkiem. Nie poddaję się. Nie zawieszam broni. Nie odpuszczam. Nie byłabym sobą, gdybym nie walczyła do samego końca. Ważę 68 kg. Ważyłam 110 kg. Zmierzam do 64 kg. W tej wadze czułam się genialnie. Do tego zmierzam, tego chcę, tego pragnę.  Pozostały 4 kg do celu, ha!

I jeszcze na sam koniec powiem Wam jedno: utrzymanie wagi to najcięższa batalia, jaką przyszło mi stoczyć. Zrzucanie wagi to pikuś. Najtrudniejsza jest rzeczywistość która nadchodzi, gdy człowiek osiągnął już swój cel.

Grunt to pozytywne nastawienie. Uśmiech na twarzy i spokój w sercu. Idę przed siebie. Mimo trudności. Mimo upadków, potknięć. Nie boję się. Osiągnę kolejny cel, który jest na wyciągnięcie ręki. Będzie dobrze.

Ufff, kamień z serca. Ulżyło mi! Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam… Nawet nie wiecie, jak trudno było mi napisać tę notkę. Cieszę się, że to zrobiłam. Czuję się 100000kg lżejsza. Prawda wyzwala ;-) Dziękuję.


Grubaska

7 myśli na temat “Jestem prosiaczkiem, walczącym prosiaczkiem!

  1. Myślę że zbyt surowo się oceniasz :) Osiągnęłaś naprawdę wiele, nie tylko zrzuciłaś masę kilogramów, ale wyćwiczyłaś nawyk zdrowego jedzenia oraz aktywności fizycznej. Jasne, że każdego dopada kryzys wcześniej czy później, myślę że drobne grzeszki trzeba sobie wybaczać i nie dać się zwariować przede wszystkim. Rób co robiłaś dotychczas! Bo robisz świetną robotę! I nie daj sobie wmówić swoim upartym myślą inaczej! Nie oceniaj się surowo, jesteśmy tylko ludźmi!
    A jak na prosiaczka, jesteś całkiem zgrabna i ładna! ;)
    3maj się pozytywnie! Pozdrawiam

    1. Wiesz, jak to jest z tymi ludzkimi myślami. Zaprzątają głowę. Dziękuję. Pewnie, grunt to zdrowe podejście. Ale muszę zejść do 64 kg, bo obecnie kiepsko się czuję w swoim ciele :) Dziękuję za dobre słowo i wsparcie <3

  2. I tak byłaś, jesteś i będziesz najlepsza :)
    A sprawdzałaś, czy to nie sprawka tarczycy albo insulinoopornosci?
    Pozdrawiam :*

  3. Kala, dla nas i tak jesteś mistrzem! Jesteś najlepsza! Sama to osiągnęłaś, zapracowałaś na to. Wiemy jak zapierdalałaś, co dla Ciebie znaczyło pokazywanie nam swojej metamorfozy. Najbardziej zapadło mi w pamięć porównanie Twoich zdjęć z obrony licencjatu i magisterki. Niesamowite! Jesteś połową starej Kali, jesteś lepszą wersją siebie. Nie ważne czy ważysz 70 kg, czy 50. Jesteś niesawitą osobą, do tego sprawiasz wrażenie niezwykle szczerej, ciepłej i kochanej dziewczyny. Twój M to szcześciarz, bo mieć obok siebie osobę o tak wielkiej sile woli i z takim samozaparciem to coś niesamowitego. M pamiętaj- chłopaki z naszej strony Brynicy są najlepsi więc zawsze bądź taki dla Kali ;)

    PS.
    Może i jesteś prosiaczkiem, ale naszym prosiaczkiem (; <3

  4. Nie ma się co przejmować, tylko trzeba walczyć dalej :) Dla mnie i tak jesteś mistrzem, którego podziwiam od dawna i najważniejsze, że się nie poddajesz mimo potknięć. Łączę się z Tobą w staraniach, bo sama sporo schudłam przez ostatnie 2 lata i niestety większość kilogramów wróciła mimo starań, mimo uważania na jedzenie i mimo zaprzestania lenienia się na kanapie. Skoro raz się udało to uda się kolejny raz a nawet następny jeśli będzie trzeba. Wiele się nauczyłam dzięki temu i teraz mam o wiele zdrowsze podejście do kwestii odchudzania. Trzymam mocno za Ciebie kciuki :*

  5. Kala! Podziwiam Cie za to ile serca wkladasz w to co robisz. Mam pytanie, czy wciaz liczysz kalorie?
    Ja to robie, a wlasciwie niedawno zaczelam.. strasznie to meczace. Co Cie do tego motywuje?

    Pozdrawiam,
    Brenda

Dodaj komentarz