Moja metamorfoza: DIETA + AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Witajcie Chudzinki ;-)

Ostatnio dostaję dość sporo zapytań o moje dietetyczne początki. Pytacie o to, jak wyglądała moja aktywność, co jadłam, kiedy zauważyłam pierwsze zmiany i czy miewałam chwile zwątpienia i załamania. Jesteście ciekawi czy ulegałam pokusom i czy nie miałam czasami ochoty rzucić tego wszystkiego ‚w cholerę’. Wasze pytania zainspirowały mnie do stworzenia nowego cyklu.

MOJA METAMORFOZA to seria trzech/czterech postów, w których postaram się przybliżyć moją historię. Opowiem o wzlotach i upadkach. Opowiem o jedzeniu i ćwiczeniach. Opowiem o tym czy otoczenie było mi przychylne i poruszę kwestię motywacji. Postaram się także odtworzyć towarzyszące mi wtedy emocje.

Jeśli chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doprowadziłam się do stanu otyłości to odsyłam Was na grubaskowego youtube [link]. Nie ma sensu powtarzać się i wracać do tak odległej przeszłości.

Swoją opowieść rozpocznę od kwestii jedzenia i ćwiczeń. Co jadłam, z czego zrezygnowałam, co ile godzin spożywałam posiłki, czy od samego początku byłam aktywna fizycznie? To pytania na które dziś odpowiem.

Jeśli więc jesteś na początku drogi o lepszą sylwetkę to mam nadzieję, że rozjaśnię pewne kwestie i zainspiruję Cię do działania ;-).

Naj­ważniej­sze jest zwy­cięstwo nad małym, czymś niesłycha­nie małym – nad sobą.
Stefan Wyszyński

Dieta. Jako, że odchudzałam się od 15 roku życia i przetestowałam większość „diet cud”, które nie działały na dłuższą metę (chudłam kilka kilogramów, a po ukończeniu danej diety tyłam ze zdwojoną siłą), postanowiłam, że tym razem zrobię to inaczej. Jednak nim ostatecznie dojrzałam do tej myśli, popełniłam kolejny głupi i bezmyślny błąd. Swoją wielką przemianę rozpoczęłam od diety Dukana. Po tygodniu, może dwóch, miałam serdecznie dość monotonnego jedzenia. Robiło mi się słabo na widok jajek i jogurtów naturalnych. Byłam nieszczęśliwa, zmęczona i wkurzona, bo marzyłam o normalnym jedzeniu. Zrezygnowałam więc z tej idiotycznej diety i zaczęłam liczyć kalorie. Wiedziałam, że ten sposób pozwoli mi zachować psychiczną równowagę. Dlaczego? Bo mogłam jest różnorodne rzeczy, bez obawy, że znów przytyję. Nie musiałam bazować na kilku produktach, mogłam szaleć, fantazjować i odkrywać nowe smaki. I tak też się stało.

Liczenie kalorii okazało się niespodziewanym wyzwaniem. Nie było to wcale takie łatwe, jak myślałam. Jednak z wielką rzetelnością zapisywałam w zeszycie wszystko to, co jadłam, a wieczorem siadałam przed komputerem, włączałam stronę ilewazy.pl i rozpoczynałam wielkie liczenie. W niedzielę sprawdzałam tygodniowy rozkład kcal, jadłospis i podkreślałam swoje błędy, zapisywałam uwagi. Wszystko po to, aby w przyszłości nie popełnić takich samych gaf.

Po jakimś czasie, aby ułatwić proces liczenia kalorii, na ostatnich stronach swojego kajeciku, stworzyłam tabele kaloryczne produktów, po które najczęściej sięgałam. Dzięki temu nie musiałam za każdym razem sprawdzać w Internecie danych na temat danego artykułu.

Starałam się jeść w granicach 1 300 – 1500 kcal. Nie ukrywam, że bywały i takie dni, kiedy kaloryczność była większa lub mniejsza od tej, którą wymieniłam. Wiadomo, że każdy z nas ma swoje gorsze i lepsze momenty (o porażkach i zwycięstwach w następnej notce).

Liczenie kalorii nie było  jedyną zmianą w moim życiu. Było solidną podstawą, z której wyrastały kolejne ważne aspekty. Udało mi się przypomnieć ok. 20 zasad do których zaczęłam się stosować. A oto i one:

  1. Zrezygnowałam z jedzenia słodyczy (praktycznie z wszystkich, poza lodami, które są do dzisiaj moim słabym punktem. Starałam się je jeść w umiarkowanej ilości, raz w tygodniu. Starałam się wybierać lody bez dodatku czekolady, polewy itp)
  2. Zrezygnowałam z picia alkoholu.
  3. Zrezygnowałam z jedzenia fast-foodów.
  4. Zrezygnowałam z picia słodkich soków i napojów gazowanych.
  5. Zaczęłam pić ok. 1,5 l wody dziennie.
  6. Zrezygnowałam z tłustych sosów, którymi polewałam np. mięso, ziemniaki.
  7. Zrezygnowałam z potraw smażonych na głębokim tłuszczu.
  8. Potrawy zaczęłam gotować na parze lub smażyć na patelni teflonowej bez dodatku tłuszczu (podlewam wodą albo w ramach wyjątku, rozsmarowuję kilka kropel oliwy pędzelkiem)
  9. Zrezygnowałam z jedzenia jasnego, białego pieczywa, które zastąpiłam pieczywem razowym, pieczywem chrupkim i waflami ryżowymi.
  10. Mięso wieprzowe zastąpiłam drobiem.
  11. Mleko 3,2 % zamieniłam na mleko 1,5 % – 0,5 %.
  12. Wprowadziłam do jadłospisu ryby, których dotąd nie jadłam (kiedyś jadłam rybę raz w roku, czyli w wigilię)
  13. Majonez zastąpiłam sosem jogurtowo-tzatzikowym [link]
  14. Masło zastąpiłam sosem jogurtowo-tzatzikowym (dlaczego? Byłam uzależniona od nakładania na pieczywo grubej, naprawdę grubej warstwy tego mazidła. Musiałam z tym skończyć)
  15. Wprowadziłam do menu makarony pełnoziarniste, brązowy ryż i różne typy kasz.
  16. Wprowadziłam do menu więcej owoców.
  17. Wprowadziłam do menu więcej warzyw.
  18. Jadłam 5 posiłków, co 3 godziny.
  19. Duży talerz zamieniłam na mały (porcje były mniejsze, a optycznie wydawały się większe [link]).
  20. Nie jadłam po godzinie 20:00.

Swoją przemianę dzielę na dwa etapy. W tym pierwszym solidnie trzymałam się wyznaczonych reguł. W drugim zaś, czyli po schudnięciu jakiś 20/25 kg, poluzowałam troszkę i wprowadziłam do swojego życia troszkę więcej swobody, co oznacza, że od czasu do czasu pozwalałam sobie na słodycze, drinki itp. Zwykle jednak trzymałam się wytycznych, które stały się moją codziennością, które stały się czymś naturalnym. Do dziś stosuję większość z nich.

Ćwiczenia. Na samym początku moje odchudzanie opierało się głównie na zmianie nawyków żywieniowych. Jedyną aktywnością do jakiej mogłam się zmusić było… spacerowanie. Nie ukrywam, że ćwiczenia od lat kojarzyły mi się z męką, karą i z wszystkim, co złe dlatego też spacer był jedyną możliwą dla mnie opcją. Nie chodziłam regularnie. Dwa, trzy razy w tygodniu. Z biegiem czasu dystans, który pokonywałam wydłużał się. Nadeszła i taka chwila, w której spacer nie był wystarczający, potrzebowałam czegoś więcej. Mieliśmy w domu orbitrek więc postanowiłam go odkurzyć i zaczęłam na nim ćwiczyć. Przeniosłam się także na matę i rozpoczęłam treningi z Mel B. Później były rolki, rower, a także marszobiegi. Pewnego dnia zainwestowałam w stepper i hantelki. Chodziłam na zumbę, później fitness i siłownię. A ostatnio przekonałam się nawet do Ewy Chodakowskiej (totalny szok!).

Jak często ćwiczyłam? Początkowo 3 razy w tygodniu. Ciężko stwierdzić ile minut, godzin trwał dany trening. Bywało, że ćwiczyłam 10 minut, np. trening ramion z Mel B, a bywały dni kiedy szłam na dwugodzinny spacer lub ćwiczyłam 40 minut na stepperze. Akurat w tej kwestii nie miałam żadnych wyznaczonych reguł. Wiedziałam tylko, że 3 razy w tygodniu to moje minimum (a jednocześnie maksimum, bo ważąc ponad 100 kg ciężko było nawet spacerować).

Jak widzicie wszystko przyszło z czasem i ze spadającymi kilogramami. Chudłam i nabierałam sił oraz energii do działania. Wraz ze zmianą swojego menu, wraz z pozbyciem się kolejnych centymetrów w pasie – przyszła i miłość do sportu. Kto by pomyślał, że nadejdą takie dni, kiedy będę ćwiczyła 6 razy w tygodniu ;-)

Pierwsze zmiany były widoczne już po ok. 3 miesiącach mojej walki. Ale tak naprawdę to były zmiany, które widziałam głównie ja. Wydaje mi się, że przełom nastąpił po jakiś 5 – 6 miesiącach, wtedy też otoczenie zauważyło, że zmieniłam się, że zmniejszyłam się, że zmalałam :).

Chudłam zdrowo, w wolnym tempie, w granicach 5 – 3 kg miesięcznie. Ale bywały i takie okresy, kiedy waga stała w miejscu.

To chyba tyle ;-) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Wierzę, że rozjaśniłam kilka kwestii i odpowiedziałam na dręczące Was pytania. Więcej grzechów nie pamiętam. A jeśli jakieś mi się przypomną to opowiem o nich w kolejnej notce.

Aaaa! I pamiętajcie, że każdy gdzieś zaczynał. Każdy początek bywa trudny. To tak, jak w przypadku pójścia do nowej szkoły, pracy – nowi ludzie, nowe zasady. To tak, jak małe dziecko zaczyna uczyć się chodzić – wiele razy upada, aby ostatecznie wstać i pójść przed siebie. Wiecie, trudności są po to, aby je pokonywać, zwalczać, przeskakiwać.

Wystarczy odrobina dyscypliny, chęci, samozaparcia i pozytywnego myślenia. Uda Ci się. Uwierz w to i zacznij działać ;-) Powodzenia, trzymam kciuki ;*

p.s: Odsyłam Was również do wpisu, w którym robiłam podsumowanie mojej walki, może tam znajdziecie małe uzupełnienie, jakieś dodatkowe informacje: [link].

Grubaska.

23 myśli na temat “Moja metamorfoza: DIETA + AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

  1. Gratuluje pięknej przemiany!!
    Zdaje raport z tygodniowych kilomentrów: 36,4 plus 24 z zeszłego tygodnia:) Niewielki ale jest progres:) Pozdrawiam i walczymy dalej:)

  2. Chudzino jest szansa stworzyć grupę na Facebooku taką naszą prywatną żeby pisać i motywować się między sobą? Czekam na odpowiedź.

  3. Również gratuluje.
    Jestem na etapie rzucania alkoholu i papierosów u mnie wygląda niestety z tym tematem trochę inaczej. Także zrezygnowałam ze słodyczy, fastów itp.
    Ale jest ciężko :(( mam straszne stany depresyjne z którymi sobie nie radzę.
    Zaczęłam dużo ćwiczyć, biegać i skakać na skakance.
    Zapraszam do siebie :)) zerknij na moją walkę z uzależnieniem.

    Pozdrawiam

    1. Im ciężej, tym człowiek bardziej docenia trud, jaki wkłada w daną walkę. Będzie dobrze :) Wierzę, że wszystko pójdzie po Twojej myśli. Powodzenia i również pozdrawiam :)

  4. O jejku. Gratulacje! Pokłony do samych kostek! Przypadkowo tu trafiłam i jestem pod mega wielkim wrażeniem. Mam nadzieje, że też będę tak „zaparta” jak Ty. Jesteś moim wzorem do naśladowania! Gratulacje jeszcze raz. Normalnie aż brak mi słów.

    1. Dziękuję serdecznie. I Ty dasz radę, zobaczysz :) Trzymaj się dzielnie i powoli zmierzaj do swojego celu. Do odważnych świat należ, co nie? :)

  5. Witam, trafilam tu przypadkiem ale pewnie zostane na dluzej. Po urodzeniu dziecka nastapila we mnie przemiana ktora chcialabym sie podzielic. Moze zaczne od poczatku… Zawsze bylam grubaskiem, uwielbialam jesc, zajadac, objadac sie, zero ruchu. Krotki epizod z jedzeniem jako ukojenie smutku itd. Bywalo ze wazylam ok. 100 kilo. Zasluzone weekendy kojarzyly mi sie z alkoholem i fast foodem. Jestem typem grubasa, ktory jak mowia inni ladnie wyglada. Jest okragly ale mu to pasuje. Ladna buzia, wlosy, modne, dobrze dobrane ubrania

  6. Moze za bardzo nie bede sie rozpisywac ale do czego daze. Zawsze bylam totalnym lewusem jesli chodzi o sport. Wych. Fiz. Dla mnie nie istnialo. No ale po porodzie po 3 miesiacach postanowilam zrobic cos z nadmiarem wolnego czasu. Tak tak moje dziecko nalezy do tych ktore sie ksiazkowo wychowuje. Powiedzialam sobie inni moga moge i ja… Po 6 miesiacach jestem w stanie zrobic killera ewy chodakowskiej, treningi przeplatam mel b, natalia gacka itd. Doszlam do tego cudownego momentu ze cwiczenia sa dla mnie czyms w rodzaju lampki wina kiedys. Teraz zero alkoholu, jem normalnie, ograniczylam slodycze i waga leci w dol. Od porodu zlecialo mi juz 15 kg. Czuje sie super, dla mojego syna jestem w stanie gory przenosic. Dzieki temu nabralam niesamowitej dyscypliny. Jestem z zawodu nauczycielka angielskiego, kazda wolna chwile poswiecam na szlifowanie jezyka. Nie ma juz u mnie miejsca na lezenie na kanapie, przegladanie facebooka., czy ogladanie glupich seriali. Nie bede juz przynudzac. Pozdrawiam.

  7. Hej, wpadlam na twojego bloga przypadkiem. Jestem na diecie 1400kcl, obcielam z okolo 2200. Chce schudnąć około 10kg. Musialam to napisać. Mam chwile zalamania, nie wiem co na obiad gotować, szybko mi się dania nudzą. Boje się, ze nie dam rady, a zaczynam wygladac jak prosie.

    1. Hej Pat! nie załamuj się, pomyśl o tym do czego dążysz ale pamiętaj też momenty, kiedy spodnie wpijają się w brzuch, bluzka okazuje się być już za mała a marynarkę ledwo możesz dopiąć. Takie wspomnienia motywują!!! Wyobraź sobie jak mogłabyś za kilka miesięcy wyglądać w szortach. Fajnie, co? Nie poddawaj się i walcz :)

      Ja też mam do zgubienia 10kg, tak na początek, haha:) schodzę z wagi 77,7kg, dzisiaj 74,9kg. Super uczucie!

  8. Najskuteczniejszą dietę można ustalić po wykonaniu odpowiednich badań.Na pewno najlepszym z nich jest badanie genetyczne.Po wykonaniu badania otrzymujesz raport, z którym idziesz do dietetyka i masz dobieraną dietę odpowiednią do Twoich predyspozycji genetycznych.

  9. Zastanawialiście się, jak to się dzieje, że zachowujemy pionową postawę ciała, że utrzymujemy równowagę, nie przewracamy się przy każdym kroku? Nie, nie myślimy o tym, bo i po co. Czy warto zaprzątać sobie głowę taką wiedzą? Być może warto. Zapraszam do mnie na profil, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Dodaj komentarz