[ZDG] Ciasne spodenki vs dobre spodenki

Przybywam z garścią motywacji. Zazwyczaj, aby dodać Wam otuchy, aby wesprzeć na duchu i pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych, pokazuję Wam zdjęcia mojej metamorfozy. Zestawiam zdjęcia, na których ważyłam ponad 100 kilogramy z tymi obecnymi.

Tak dla odmiany, chcę Wam pokazać coś innego. Dieta, odchudzanie, zmiana nawyków, zmiana trybu życia to długotrwały proces. Przeszłam wiele etapów. Pokonałam wiele trudności i doświadczyłam wielu radości. Baaaa, nadal doświadczam wielu cudów. Nadal napotykam na przeszkody, ale jakoś sobie radzić trzeba. Życie już takie jest: raz na wozie, a raz pod. Ale wiecie co? Grunt to pozytywne nastawienie i podążanie za swoimi pragnieniami. Musimy zrobić wszystko, aby być szczęśliwymi i spełnionymi. Nie czekaj więc na jutro, nie czekaj na nowy miesiąc. Działaj od TERAZ!

Chciałabym Wam przedstawić historię pewnych galotek, spodenek na lato. Mam nadzieję, że to Was zainspiruje do działania.

A więc do rzeczy!

12 – 10 kilogramów temu kupiłam krótkie spodenki. Już na pierwszy rzut oka widziałam, wiedziałam, że będą na mnie za małe. Nie powstrzymało mnie to jednak przed ich zakupem (ach te wyprzedaże, ach te promocje!). Nie mierzyłam ich w sklepie. Zrobiłam to dopiero w domu. Oczywiście miałam rację, były na mnie za małe, ale… Wciągnęłam brzuch, wstrzymałam oddech i dopięłam się. To był nie lada wyczyn. Wyczyn, w który musiałam włożyć mnóstwo siły i energii. I jak widzicie na poniższym zdjęciu zapięłam się, ale ‚TROSZKĘ’ tłuszczyku wylało się i ujrzało światło dzienne. ‚TROSZKĘ’ yyyyyyhym.

Spodenki kupiłam z nadzieją, że kiedyś będą na mnie dobre. Kupiłam je z nadzieją, że jeśli zrzucę jeszcze kilka kilogramów, to będą ładnie prezentować się na mojej pupce. Chociaż nie sądziłam, że stanie się to dopiero za 10 – 12 kg.

Znalazłam je przez przypadek. Znalazłam je w kartonie, w którym trzymam ubrania, które są na mnie za duże. Ależ ironia losu. Za małe galotki zawieruszyły się wśród za dużej garderoby. Znalazłam i przymierzyłam. Dobre, są dobre. Pasują i nie muszę wciągać brzucha, aby się dopiąć.

Mogę w nich chodzić, tylko jest jeden mały problem. Zima i śnieg za oknem ;-). No nic, pozostaje paradowanie w nich po mieszkaniu bo któż wie, co stanie się do lata. Trzeba korzystać póki można, bo jak tak dalej pójdzie (a wiem, że do lata będzie na wadze jeszcze kilka kg mniej!), to spodenki będą mi spadać z dupeczki. Tak, wierzę w siebie hehe.

Jeśli więc macie w swojej szafie za małe ubrania: nie przejmujcie się. Zmieńcie nawyki żywieniowe na lepsze, zacznijcie uprawiać jakąś aktywność fizyczną i zobaczycie, że za jakiś czas będą pasować. Będą idealne. Nie wyrzucajcie ich. Niech staną się Waszą motywacją, Waszym celem, Waszą nagrodą. Wierzę w Was! ;-)

Grubaska.

10 myśli na temat “[ZDG] Ciasne spodenki vs dobre spodenki

  1. ja w szafce mam pełno bluzek, które na pewno „kiedyś” będą leżały idealnie… Spodnie zmieniam na bieżąco, ale bluzek to mam fullllll…. A i tak jak przychodzi co do czego to i tak ich nie zakładam, bo brzydkie ;d hehe… Czuję się zmotywowana. Zaraz sobie poćwiczę. ;d

  2. Ja mam w szafce jakas koszulke (nie wiem skad – jeszcze z metką :D) w rozmiarze XXS – raczej NIGDY w nia nie wejde, w ogole chyba ją komuś ukradłam haha serio nie wiem skąd ją mam. Ale też planuję kupić jakiś za mały ciuch żeby się jakoś bardziej zmotywować. Choć w sumie… rozmiar M/L mi odpowiada. Ale rozmiar rozmiarowi nie równy ;) Wiec moze tez sie skusze na taka motywacje! :)

      1. są i wygląda to wąsko haha w ogóle nie wiem kto się w takie coś mieści poza dziewczynkami ze szkoły podstawowej, a koszulka jest z Tally Weijl i serio nie wiem co ona robi w mojej szafce :D

  3. Jejku Kala, jaką Ty jesteś inspiracją dla mnie. Sama swego czasu zrzuciłam prawie 20kg kilka miesięcy po porodzie. Wcale nie leciało mi samo. Waga nawet nie drgnęła odkąd wyszłam ze szpitala, a wiadomo dziecko to nie przelewki i nie odpoczynek ;). Wylałam siódme poty na rowerku stacjonarnym, którego szybko zamieniłam na bieganie, później Chodakowska pomogła. Minęły 3 lata a ja jestem +1kg na plusie od wagi, którą miałam, kiedy wychodziłam ze szpitala(!!!!!!!). Teraz choćbym chciała nie wiem jak to zawalam… Wiem tylko tyle, że jeśli uda nam się przeprowadzić, nie będę na kuchni Teściów to na pewno będzie mi o wiele łatwiej. Najgorsze są wieczory. Nie mam co z rękami zrobić i zajadam… eh… ale wierzę że w końcu dam radę, tylko lata mi uciekają, a ja zamiast chudnąć tyje… Ojć masakra! Pewnie też kiedyś przez to przechodziłaś, ale jednak dałaś radę. To niesamowite! Ja sama nie mogę uwierzyć w Wasze metamorfozy kilkunastu/dziesięciu kilogramów. Uwielbiam Twoje dania, z pewnością będę jeszcze z nich korzystać :* A to ze spodenkami- coś cudnego. Tyle, że na mnie czeka mnóstwo takich ciuchów :<
    Buziaki

    1. Musisz w siebie uwierzyć i trzymać się planu ;-) Walcz, walcz, walcz i niech nic Cię nie rozprasza. Szkoda zycia na zamartwianie się, prawdA? Każdy z nas ma gorsze i lepsze momenty, ale przyjdzie taki czas, że częściej będzie lepiej więc trzymam kciuki! :****

  4. O! No to trzymaj i niech Ci przypominają te piękne chwile gdy je włożyłaś. A potem jak schudniesz jeszcze będą ci przypominać że dałaś radę więcej. Ja zauważyłam tylko,że spodnie są lekko, dosłownie ciupinkę luźniejsze i skakałam pod sufit. I nawet owsianka lepiej smakuje a wieczorem ćwiczyć się chce. Bo a nuż coś więcej drgnie. Jak na razie się zawzięłam. I mam nadzieję, że zapał nie minie. Oby! Trzymaj kciuki i motywuj częściej. Bo ja tego potrzebuję.

Dodaj komentarz